

Morze nie ma czym oddychać. Najgorzej jest na zachód od wyspy Gotlandia. Szwedzi wykryli tam olbrzymi obszar całkowicie pozbawiony tlenu.
Jeszcze nigdy nie obserwowano tak dużego stężenia siarkowodoru w wodach Morza Bałtyckiego. Pomiarów dokonali naukowcy ze Szwedzkiego Instytutu Meteorologii i Hydrologii. Siarkowodór jest związkiem toksycznym, uniemożliwia życie roślinom i zwierzętom, żywią się nim jedynie bakterie. - Dowodzi to, w jak niebezpiecznej sytuacji jest nasze morze, i świadczy zarazem, że jeśli nie podejmiemy zdecydowanych kroków, możemy już nie wybrnąć z tego problemu - mówi prof. Fredrik Wulff ze szwedzkiego instytutu. Pozbawiona tlenu strefa śmierci ma powierzchnię 40 tys. km kwadratowych, czyli jest większa niż województwo mazowieckie.

Nieszczęście polega na tak zwanym przeżyźnianiu - do wody trafia nadmierna ilość substancji umożliwiających rozwój organizmów roślinnych, glonów, sinic. Najgroźniejsze są związki azotu i fosforu. Na przykład z jednego kilograma fosforu może powstać półtorej tony substancji roślinnej. Szczególnie niebezpieczne są sinice, ponieważ wytwarzają toksyny. Dawniej zaliczano je do glonów, obecnie wraz z bakteriami - do prokariontów, nie mają bowiem otoczonego błoną jądra komórkowego, a ich DNA pływa wewnątrz komórki. Ich masowy rozwój jest dla Bałtyku zabójczy. Żyją w górnej warstwie wody, najcieplejszej i najlepiej oświetlonej, która nie sięga poniżej 20 metrów. Martwe sinice opadają na dno i tworzą warstewkę martwej substancji organicznej (białka). Ponieważ brakuje tam tlenu, warstwa podlega rozkładowi gnilnemu i powstaje z niej siarkowodór. A to jest dla Bałtyku trucizna - na dnie, gdzie trwa taki proces, życie zamiera. Ekologiczne pustynie, na których potrafią żyć wyłącznie bakterie żywiące się związkami siarki, powstają w różnych miejscach akwenu. Ich powierzchnia jest zmienna, lekarstwem dla nich są wlewające się podczas jesiennych sztormów (pchane północno-zachodnimi wiatrami) dobrze natlenione wody z Morza Północnego. Jeśli tak jak w tym roku, po bardzo ciepłym lecie oraz długiej, ciepłej i bezsztormowej jesieni, wody z Morza Północnego są stosunkowo słabo natlenione, a w dodatku ciepłe, nie opadają do dna Bałtyku i nie mogą go uleczyć.
Pustynie ekologiczne powstają przede wszystkim dlatego, że do morza dostają się nieoczyszczone ścieki komunalne. Praktycznie jest to po prostu nawóz, płynny kompost zawierający resztki żywności. W ściekach znajdują się także fosforany, wchodzące w skład proszków do prania i czyszczenia. Niektóre środki czystościowe zawierają nawet 30 proc. fosforanów, a przecież nie ma gospodarstwa domowego, w którym nie byłyby używane, niezależnie od pory roku. Zabójcze dla Bałtyku ścieki pochodzą również z hodowli świń, bydła i drobiu, szczególnie gdy stosuje się metodę bezściółkową - nie używa się w oborach i chlewach słomy, lecz spłukuje nieczystości wodą. Kolejnym źródłem zanieczyszczeń Bałtyku są obficie nawożone pola uprawne. Nadmierne stosowanie nawozów sprawia, że w zależności od pogody od 30 do 60 proc. nawozów spłukiwanych jest z pól do strumieni i rzek, którymi trafiają do morza. Aktualnie w rzekach ilość tych substancji jest nie tylko wysoka, ale także stała przez cały rok. Winowajcą jest również przemysł spożywczy odprowadzający dużą ilość ścieków produkcyjnych z substancjami zawartymi w białku roślinnym i zwierzęcym.
W ostatnich dwóch dekadach pojawiło się na skalę masową jeszcze jedno zagrożenie, natury nie biologicznej, lecz mechanicznej: ogromny ruch statków i związane z tym niebezpieczeństwo zanieczyszczeń olejowych. Na bardzo małym morzu, jakim jest Bałtyk, ruch statków jest niezwykle intensywny, stanowi 15 proc. żeglugi morskiej całego świata. Po Bałtyku pływa codziennie 2 tys. statków, z czego 200 to tankowce. Działa tu ponad 40 terminali paliwowych, a wkrótce przybędą nowe. Dramatycznie rośnie zatem ryzyko przedostania się do morza ropy i jej pochodnych. A przecież już teraz trafia do niego rocznie nawet kilkanaście tysięcy ton tzw. zanieczyszczeń olejowych. Wraz z nimi do Bałtyku dostaje się rocznie potężna dawka metali ciężkich: około 13 330 kg rtęci, 23 610 kg kadmu, 337 400 kg ołowiu, 1 594 710 kg miedzi, 4 032 770 kg cynku. Wchłaniane w postaci mięsa ryb szkodzą zdrowiu ludzi. Skutki dla bałtyckiego życia są opłakane. Olej (ropa) tworzy na powierzchni warstwę blokującą mieszanie się tlenu atmosferycznego z wodą i dochodzi do katastrofalnego dla flory i fauny niedotlenienia wody. Olej w wodzie blokuje także dostęp światła i hamuje proces asymilacji. Do powstania ciągłej warstewki oleju na powierzchni wystarczy 50 litrów na jeden kilometr kwadratowy. Taka warstewka nie jest widoczna gołym okiem.
Skutki braku tlenu w Bałtyku i obecność siarkowodoru dosięgną przemysłu rybnego i turystycznego. Wody pełne alg (sinic) nie tylko nie zachęcają do kąpieli, ale są wręcz niebezpieczne dla ludzi. Badacze ze Szwedzkiego Instytutu Meteorologii i Hydrologii przewidują, że w nadchodzących latach będzie się powtarzało zjawisko masowego rozrostu alg w Bałtyku, a najbardziej zagrożone pod tym względem jest jego południowe - polskie - wybrzeże.
Krzysztof Kowalski
Narażenie dzieci na kontakt z toksycznymi zanieczyszczeniami przemysłowymi może wywoływać uszkodzenia w ich mózgach uważają naukowcy. Na łamach prestiżowego magazynu " The Lancet" prof. Phillippe Grandjean z Harvard School of Public Health oraz prof. Philip Landrigan z Mount Sinai School of Medicine przedstawiają listę 202 toksycznych substancji, które negatywnie wpływają na rozwój mózgu płodów i noworodków. Ich zdaniem takie substancje o udokumentowanej toksyczności jak ołów, związki metylortęciowe, arsen, polichlorowane bifenyle (PCB) i toluen już wywołały niewielkie zmiany w rozwoju neurologicznym milionów dzieci na świecie. Uszkodzenia te nie są klinicznie zauważalne, ale skutkują m.in. częstszym autyzmem, występowaniem ADHD (nadpobudliwości psychoruchowej), podwyższoną agresją. "Konsekwencją może być również wyższe ryzyko parkinsona i innych chorób neurodegeneracyjnych" uważa prof. Landrigan. Według naukowców praktycznie każde dziecko urodzone w krajach uprzemysłowionych między 1960 a 1980 rokiem było narażone na niekorzystny wpływ związków ołowiu z paliw płynnych. Efektem było obniżenie inteligencji jednostek wybitnych (z IQ powyżej 130) i wzrost liczby osób z IQ poniżej 70. Wcześniej podobny raport o szkodliwych chemikaliach prezentowała organizacja ekologiczna WWF.